23 października 2017

Początki w rekrutacji

Nazywam się Denis i można powiedzieć, że moja przygoda ze światem rekrutacji zaczęła się już zanim dołączyłem do zespołu Tap.Talent.

Jako student analityki gospodarczej na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, zawsze miałem dużo wolnego czasu. Kierunek, który studiuję wydawał się jednym z bardziej wymagających i przyszłościowych. Wybrany bardziej z rozsądku, niż pasji, co jednak wcale nie sugeruje, iż dokonałem złego wyboru. Bardzo lubię swoje studia, aczkolwiek zawsze wiedziałem, że nie są one wszystkim i trzeba próbować swoich sił w wielu obszarach, ponieważ świat, w którym żyjemy jest bardzo dynamiczny.

Nie chciałem próżnować i już po pierwszym tygodniu studiów trafiłem do organizacji studenckiej ESN UE Wrocław, która zajmuje się studentami programu Erasmus+. Zostałem w niej do dnia dzisiejszego, a w swojej ponad dwuletniej karierze miałem przyjemność bycia m.in. Członkiem Zarządu ds. Zasobów Ludzkich kadencji 2016/2017. Była to jedna z lepszych decyzji jakie podjąłem w moim studenckim życiu. Poznałem wiele wspaniałych osób, podstawy zarządzania projektami i prowadzenia rekrutacji, motywacji współpracowników i wiele innych przydatnych w życiu zawodowym, jak również prywatnym, umiejętności. Co ważniejsze, odkryłem w sobie prawdziwą pasję, którą są…ludzie.

Niestety, wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Podobnie było z moja roczną kadencja członka zarządu, której mandat wygasł w czerwcu 2017 roku. Jako, że był to okres sesji egzaminacyjnych oraz planów “co potem?”, zabrałem się za planowanie moich wakacji. Miałem dwie możliwości: praca sezonowa za granicą lub pozostanie w kraju i poszukanie pracy we Wrocławiu. Po wielu godzinach spędzonych nad szukaniem plusów i minusów każdego z wyżej wymienionych rozwiązań- wybrałem opcję nr 2, która z perspektywy czasu okazała się strzałem w dziesiątkę.

Znalezienie pracy we Wrocławiu nie jest rzeczą trudną, ale znalezienie pracy we Wrocławiu dla studenta studiów stacjonarnych, który nie może pracować w pełnym wymiarze godzin oraz tylko i wyłącznie z elastycznym czasem pracy, bywa kłopotliwe. Po przejrzeniu setki ogłoszeń i wysłaniu dziesiątek CV, dostałem kilka telefonów z zaproszeniem na rozmowę. Kawiarnia, lodziarnia, restauracja, korpo. Próbowałem swoich sił wszędzie, ale z różnych przyczyn nie potrafiłem przyjąć żadnej z ofert. Nie zawsze barierą była wysokość wynagrodzenia (a czasem nawet jego brak- jako praktykant), natomiast z całą pewnością takim czynnikiem był zakres obowiązków. Żadna praca nie hańbi, ale nie do końca widziałem siebie jako osobę, która nakłada lody do rożka na wrocławskim rynku lub pracuje w dużej korporacji jako jeden z tysiąca pracowników, którego sukces lub niepowodzenie nie ma bezpośredniego wpływu na dalsze losy firmy. Chciałem czegoś więcej, ale do robienia „czegoś więcej” najczęściej trzeba mieć 10 lat doświadczenia oraz dyspozycyjność w pełnym wymiarze godzin.

Wszystko się zmieniło pod koniec czerwca. Zdesperowany i zdenerwowany bezskutecznym szukaniem wymarzonej pracy we Wrocławiu postanowiłem wysłać ostatnią „paczkę” CV i czekać tydzień. Po tym czasie miałem przyjąć ofertę pracy przy zbiórce i dystrybucji owoców we Francji- do której jeździłem co roku, w wakacje, aby zarobić trochę grosza. Ogromne było moje zaskoczenie, kiedy tego samego dnia, po wysłaniu pięciu CV, dostałem dwa zaproszenia na rozmowę- oczywiście przyjąłem.
Kolejnego dnia rano, poszedłem na swoją pierwszą poważną rozmowę o pracę, na której naprawdę mi zależało. Była to mała firma zajmująca się organizacją szkoleń dla szerokorozumianego grona specjalistów IT (głównie developerów). Rozmowa przebiegła pomyślnie i ku mojemu zaskoczeniu, zacząłem pracę jeszcze tego samego dnia.
Praca była przyjemna, zdalna. Siedziba firmy znajdowała się w pięknej kamienicy w samym centrum Wrocławia. Nauczyłem się bardzo wielu rzeczy, zostałem wprowadzony do świata IT, który mnie zafascynował. Niestety, z czasem odkryłem, że zakres moich codziennych obowiązków jest bardzo schematyczny i monotonny. Praca przestała sprawiać przyjemność i podjąłem decyzję o rezygnacji.
Druga rozmowa o pracę miała miejsce nieco później, niż pierwsza, a cały proces rekrutacyjny trwał ok 3 tygodni. Była to bardzo młoda firma- Tap.Talent- zajmująca się szeroko rozumianym prowadzeniem projektów rekrutacyjnych i employer brandingiem. Firma poszukiwała Talent Researchera, więc w mojej głowie od razu pojawiła się myśl, że po wielu godzinach poszukiwań i niezliczonej ilości wysłanych CV, znalazłem idealne miejsce dla siebie. Nie myliłem się.

Początkowo poznałem Gracjana, który wraz ze swoja wspólniczką Kasią, stworzyli swój autorski projekt kilka miesięcy wcześniej. Pierwsza rozmowa odbyła się w siedzibie firmy i wspominam ją bardzo dobrze. Poznałem historię założenia tejże działalności, która o dziwo, sięga nieco dalej, niż oficjalne otwarcie biura, ponieważ Gracjan i Kasia współpracowali ze sobą już od kilku lat, w ich poprzednim miejscu zatrudnienia.

Po około dwóch tygodniach, zostałem zaproszony na kolejne spotkanie, na którym miała być obecna również Kasia. Bardzo się cieszyłem z tego powodu i przygotowałem się merytorycznie jak najlepiej potrafiłem. Niestety, nie obyło się bez wpadki. Był to okres, kiedy zmieniałem mieszkanie i nawet przez myśl mi nie przeszło, że moje nowe lokum nie jest wyposażone w żelazko. Ogromne było moje zdziwienie, które przerodziło się w panikę, kiedy na godzinę przed spotkaniem, okazało się, że wszystkie moje koszule są niewyprasowane.
Nie mając większego wyboru, a tym bardziej czasu, założyłem czarny t-shirt oraz spodnie i buty tego samego koloru. Żałobny kolor wpasowywał się perfekcyjnie do sytuacji- pogrzebanie moich marzeń o idealnym miejscu pracy.

Na miejscu, w sali konferencyjnej, spotkałem Gracjana oraz Kasię, którzy już na mnie czekali. Oczywiście, byli ubrani bardzo elegancko i wyglądali na profesjonalistów. Uznałem, że jedyną deską ratunku, żeby wybrnąć jakoś z tej sytuacji, jest odpowiedni warm-up. Już na wstępie pół żartem, pół serio zażartowałem i przeprosiłem za mój strój, wyjaśniając zaistniałą sytuację. Cała ta historia trochę ich rozbawiła, aczkolwiek nadal nie byłem przekonany, czy mój strój był strzałem w kolano.

Rozmowa przebiegła dosyć sprawnie i w miłej atmosferze. Rozmawialiśmy o moim doświadczeniu zawodowym, znajomości języków obcych i pomysłach na efektywne poszukiwanie kandydatów, czyli obowiązkach osoby na stanowisku Talent Researchera. Wychodząc z budynku miałem mieszane uczucia. Podejrzewałem, że rozmowa poszła mi raczej dobrze, aczkolwiek nie wiedziałem czy na tyle, aby przyćmić brak odpowiedniego stroju na tę okazję. Po kilku dniach, ku mojemu zdziwieniu, dostałem telefon od Gracjana z propozycją pracy na okres próbny.

Może brak żelazka był kluczem do sukcesu? Tego nie wiem. Wiem za to, że okres próbny zakończył się w poprzednim miesiącu, a ja nadal tutaj jestem, zadowolony jak nigdy wcześniej i z całą pewnością nie traktuję swojej pracy jako koniecznego obowiązku, a raczej jako szansę rozwoju i możliwość tworzenia wspaniałych projektów, w gronie osób, które po prostu lubię.